W dniach 27.07.-03.08.2008r. podróżowałem po Polsce Hummerem Ziggy Rozalskiego. Podczas przygotowań do walki z Gomezem w New Jersey USA, Ziggy rzucił hasło - Tomek, jak wygrasz walkę to jadę z rodziną do Polski na urlop, chcę odwiedzić kilka wspaniałych miejsc i rodzinne strony.

 

Prosto z lotniska Okęcie pojechaliśmy więc na Warmię i Mazury. W Piszu, Kolnie i Mikołajkach witali nas znajomi, przyjaciele i sympatycy boksu. Nasze żony i córki mogły podziwiać piękno jezior mazurskich, a widoki i pogoda były jak na zamówienie. Wstyd się przyznać, ale ja, góral, poznawałem Mazury po raz pierwszy. Byłem co prawda w zeszłym roku z jednodniową wizytą w Piszu i Pilchach nad jeziorem Roś, ale wtedy powodem była chęć niesienia pomocy osieroconym dzieciom rodziny Lutkiewiczów. To wtedy poznałem szczerych oddanych ludzi, którzy zrobili dużo wspólnie ze mną i moimi współpracownikami aby pomóc tym dzieciom. Mieszkają dziś wszyscy razem w odremontowanym domu z wygodami. Pamiętam dobrze wpisy Józefa Pawlaka z Pisza i innych fanów boksu z Mazur na mojej stronie internetowej przed każdą moją walką w ringu. Warto było wrócić teraz do nich i spotkać się po roku.

Z Mazur przenieśliśmy się w góry do Zawoi. W karczmie góralskiej STYRNOL doszło do uroczystego pasowania mnie i Ziggy Rozalskiego na zbójów. Wszystko to odbyło się w obecności licznie zgromadzonej rodziny, znajomych, współpracowników, sponsorów i mediów. Tak naprawdę to chciałem bardzo podziękować wszystkim, którzy wspierają mnie w organizacji mojej drogi sportowej. Zdjęcia zamieszczone w zaprzyjaźnionym portalu Bokser.Org tylko częściowo oddają klimat jaki panował w karczmie STYRNOL. Były też poważne rozmowy na temat organizacji moich przyszłych walk ze współpracownikami i sponsorami. Zabrakło jednak na spotkaniu trenera Andrzeja Gmitruka, który pozostał w Warszawie z racji treningów z bokserami do zaplanowanej gali boksu w Świebodzicach. Był baran i pieczony prosiak, był tort, a na nim rękawice bokserskie wykonane w sposób artystyczny z czekolady.

Wieczór umilała przygrywając góralska kapela Piotra Topora z Bańskiej Wyżnej. Gwoździem wieczoru było wspomniane pasowanie na zbója i wręczenie insygniów zbójeckich. Zarówno ja, jak i Ziggy zdaliśmy egzamin i otrzymaliśmy stosowne certyfikaty. Doszło do próby pasowania również starszej córki Ziggiego, ale po zakuciu w dybach uznano, że musi jeszcze poczekać na tytuł. Wszystkim uczestnikom spotkania na długo pozostanie w pamięci świetna, sprawna obsługa i potrawy serwowane przez załogę Karczmy STYRNOL w Zawoi.

Następne dni pozwoliły nam zwiedzić Kraków i Zakopane. Mimo zmęczenia ciągłym przemieszczaniem się samochodem i pieszo, odwiedzane miejsca budziły nie ukrywany zachwyt. Pamiątkowe zdjęcia i bezpośredni kontakt z ludźmi dawał nam wiele satysfakcji. Ziggy przykłada wielką wagę do tego, aby jego żona i córki miały jak najczęstszy kontakt z polskością. Sam wiele razy wspominał, że zawsze chętnie wraca do Polski i chce się nią nacieszyć. W New Jersey, gdzie mieszka i prowadzi biznes, nie myśli o Polsce, bo nie ma na to czasu. Tam na co dzień ma inne sprawy na głowie. Ostatnio jedną ze spraw jest organizacja mojej kariery w boksie zawodowym na terenie USA. Tam też, w New Jersey, organizuje wyjazdy nad wodę z rodziną, gdzie i ja miałem okazję uczestniczyć w jednym z takich wypadów.

Ostatni etap naszej długiej wędrówki po Polsce Hummerem wiódł do Oświęcimia i Złotoryi. W zeszłym roku z racji mojej walki z Pinedą przyjechał do Polski Don King. Przed walką pojechał zwiedzić obóz koncentracyjny Auschwitz - Birkenau. Ziggy zapamiętał jego reakcję i obiecał sobie, że on i jego rodzina też tam muszą pojechać. Byliśmy więc w miejscu, gdzie życie i godność ludzka niewiele znaczyły. Zakończeniem części turystycznej była wizyta w rodzinnych stronach Ziggiego w Złotoryi. Chciał odwiedzić rodzinne strony w których nie był ponad 15 lat. Następnie był powrót do Warszawy i zakończenie pobytu w Polsce spotkaniem z Prezesem telewizji POLSAT. Stacja telewizyjna POLSAT z wielkim zaangażowaniem bowiem pokazuje moje i innych bokserów walki w ringu. W chwili, gdy samolot z Ziggim i jego rodziną był w drodze do USA, ja wracałem do swoich Gilowic.

Dziś, jutro, pojutrze mam zaplanowane spotkania i zajęcia. Zielona Góra, Poznań gdzie nowo pozyskany sponsor O'CHIKARA, organizuje spotkania promujące boks z moim udziałem. To wszystko jednak co się wydarzyło w minionych dniach nie zabiło we mnie woli treningu i przygotowań do kolejnej walki. Zdaję sobie sprawę, że jest konieczna mobilizacja mentalna i duchowa. Zadbam i o to udając się po raz kolejny na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. W międzyczasie zrobiłem badania lekarskie, obowiązkowe po każdej walce. Rezonans magnetyczny głowy i inne badania potwierdzają dobrą formę fizyczną. Mam jedynie uraz przyczepu mięśniowego międzyżebrowego, który teraz zgodnie z zaleceniami lekarza leczę. Przy końcu sierpnia czas na wylot do USA z rodziną i rozpoczęcie nowej serii przygotowań, tym razem celem jest tytuł i pas mistrza świata federacji IBF.